sobota, 10 maja 2014

#7

Troszkę mnie nie było, ale ostatnie dni to chyba jakiś maraton. Mimo wszystko nie nagrzeszyłam zbyt bardzo żywieniowo, bo w sumie wierszy raz dopiero wczoraj - kawałek pizzy wczoraj na domówce i wódka (znam swoje reakcje na np. czerwone wino i ta opcja chyba jest najmniejszym złem). Pewnie powiecie, że dało się wybrać lepiej, jednak o 1 w nocy, po 10 godzinach zajęć, a potem jeszcze trzech, które sama prowadziłam biorę co dają.* Mimo wszystko mam w sobie jakieś nieskończone pokładu motywacji, biegam w sumie co drugi dzień i idzie mi coraz lepiej! Jest postęp, mimo małych potknięć.

Mam do siebie jedynie mały żal o to, że nie potrafię zaplanować sobie posiłków na następny dzień, przez co budzę się rano i nie wiem z czym zrobić kanapkę, bo nie mam z czym, nie mam też czasu na owsiankę i muszę kombinować. Na szczęście w gmachu mojego wydziału mają przepyszne kanaki z pełnoziarnistym chlebem, zawsze biorę albo łososia, albo biały ser. Są na prawdę przepyszne, ale mimo wszystko wolałabym zrobić je sama i nie przepłacać :S

miniCele na ten tydzień:
1. lepiej planować posiłki.
2. wcześniej kłaść się spać
3. zadbać o siebie po całotygodniowym maratonie (maseczki & spółka)
4. nie przestawać biegać!
5. zdać zerówkę!


Poza tym wyników z kolokwium nie ma, tych z rekrutacji na specjalizację też nie, wciskam F5 tak często, że niedługo wytrę literki.


*z resztą jak to powiedział kolega - co to za chemik, co alkoholu się boi.  

poniedziałek, 5 maja 2014

#3

Chciałam tylko napisać, ze panam na twarz, a przede mną jeszcze masa rzeczy do zrobienia. Mimo wszystko to jest dobry dzień.

niedziela, 4 maja 2014

#2

Rozliczając się z postanowień - nie usiadłam do mechaniki, ani nie ćwiczyłam. Pozostałe punkty zrealizowane. Na mechanikę ogarnęła mnie niemoc, nie mogę na to patrzeć. Odpuściłam sobie ćwiczenia ze względów zdrowotnych - gdy szłam rano na zakupy zaczęło mnie boleć kolano i nie przestało do tej pory. Postanowiłam go nie maltretować już dziś, choć przyszło mi to z trudem - chciałam pobiegać, bo na prawdę to lubię. Ale posprzątałam łazienkę, przy czym zmachałam się też nieźle.
Na wadze widzę pierwsze spadki, ale o tym za 5 dni.

MiniCele na jutro:
1. wstanę przed 10 i zacznę dzień od wody z cytryną.
2. przeczytam cały skrypt na laboratoria, a nie tylko wiadomości teoretyczne i w końcu otworzę mechanikę.
3. jeśli kolano pozwoli spróbuję pobiegać rano - zmiana pory biegania byłaby wygodna.
4. ugotuję pulpety w sosie grzybowym.
5. zmierzę obwody
6.wypiję przynajmniej 4 szklanki wody

Tyle na dziś :)

Przepis: Roladki z kurczaka w sosie pomidorowym

Uwielbiam gotować, wpadłam jednak swojego czasu w szał fixów i proszków. Mimo, że wybierałam raczej te, które w składzie nie mają chemii typu glutaminian sodu i tak wzięły mnie wyrzuty sumienia. No bo jak tak? Uczę dzieci gotować a sama dla wygody posługuję się fixami z torebki? Nie ma mowy! Tak też postanowiłam opracować własne "roladki schabowe w sosie pomidorowym" jednak okazało się, że nie mam schabu w zapasach. I tak powstało poniższe:


Roladka z kurczaka podana z kaszą kuk kus 
Roladki z kurczaka w sosie pomidorowym

Składniki:
2 pojedyncze piersi z kurczaka lub 1 podwójna
ser żółty (po jednym plastrze na roladkę)
szynka (po jednym plasterku na roladkę*)
papryka słodka, sól, pieprz, czosnek w proszku, majeranek**
bazylia, cukier, sól, pieprz
puszka pomidorów
koncentrat pomidorowy

*użyłam większej szybki gotowanej, więc wyszło po pół plasterka dla roladkę
**cały zestaw można zastąpić przyprawą do kurczaka lub przyprawą gyros.


Piersi z kurczaka myjemy, odcinanym pozostałości kości i kawałki tłuszczu, a następnie tniemy na filety (w zależności od wielkości piersi na 2 lub 3 filety). Lekko rozbijamy tłuczkiem każdy filet, następnie układamy na nim plaster szynki i plaster sera, zawijamy w ciasną roladkę i spinamy wykałaczkami. Posypujemy słodką papryką, solą, pieprzem, czosnkiem i majerankiem. Na patelnię wlewamy odrobinę oleju, rozgrzewamy i podsmażamy roladki tak, by wewnętrzna część mięsa się zamknęła (babcia uczyła, że dzięki temu mięso się potem aż tak nie wysuszy). Przekładamy roladki do naczynia żaroodpornego. Do miski wlewamy pomidory, dodajemy łyżkę koncentratu, bazylię, pieprz, sól i cukier (czubatą łyżeczkę na jedną puszkę, by pomidory nie były kwaśne) i miksujemy na gładka masę przy pomocy blendera. Tak zrobionym sosem zalewamy roladki. Otwarte naczynie wstawiamy do piekarnika (u mnie z termoobiegiem) ustawionego na 180* na około 30-40 min. Roladki są przepyszne zarówno z frytkami, ziemniakami, kaszą jak i z chlebem.


Proste i szybkie, a w dodatku nie potrzeba miliarda garnków! W dodatku można je dowolnie modyfikować - zastąpić szynkę boczkiem, sos pomidorowy sosem serowym, zamiast kurczaka użyć indyka lub schabu. Dzięki zapiekaniu w sosie kurczak nie wysycha, w dodatku szynka sprawia, że kurczak zaczyna smakować inaczej.

Przygotowanie sosu do roladek zamuje dokładnie tyle samo, ile zrobienie tego z torebki. Po co więc przepłacać :)

#1

to be able to outrun people

Dzień pierwszy zaliczam do udanych. Wypełniłam wszystkie 6 zamierzonych celów, wow! Jak założyłam zrobiłam domowe mydło, choć nie ubyło się bez problemów. W każdym razie przygotowałam 2 wersje - oliwkową i oliwkowo-kawową. Mydła już zdążyły zrobić się w miarę twarde, czeka je leżakowanie do wieczora, potem cięcie na kostki - każda porcję na 4 i dojrzewanie prze jakieś 6 tygodni :) Poniżej zdjęcia :)

domowe mydełka - oliwkowe i oliwkowo-kawowe
Pobiegałam sobie wieczorem, jestem niesamowicie dumna z tego, że udało mi się wreszcie pokonać jakieś swoje bariery. Zazwyczaj przy pierwszym bólu, suchości w gardle czy paleniu w płucach mówiłam dość i przechodziłam do spaceru. Tymczasem dziś przy buncie organizmu udawało mi się przekonać siebie, że dobiegnę jeszcze do pachołka, a potem jeszcze do drzewa, jeszcze do przystanku, do skrzyżowania. Tym samym odcinki biegowe były 2 razy dłuższe niż zazwyczaj! Godzina minęła jak z bicza strzelił.

MiniCele na jutro:
1. zjem śniadanie
2. zjem tylko jedną kolację
3. pójdę na zakupy i zrobię sałatkę ryżową z tuńczyka i roladki z kurczaka w sosie pomidorowym
4. uporządkuję i skompletuję notatki z wykładów
5. przejrzę zadania na kolokwium z mechaniki
6. poćwiczę lub pobiegam.

Znowu mało, ale chyba muszę działać z dnia na dzień.

Po dzisiejszych zmaganiach przebiegnięcie 5km stało się na prawdę realne!

piątek, 2 maja 2014

#0 (?)

Czytam Wasze podsumowania kwietnia, zdjęcia, oglądam zdjęcia,  na których widać zmiany, jakie w Was zaszły. Za miesiąc chcę podsumować maj. Napisać, że schudłam, że spadł mi brzuch, że śpię lepiej, lepiej się czuję. Chcę. Nie chciałabym tylko CHCĘ!

Zjadłam ostatniego hamburgera z lodówki (paczka 14 przetworzonych kotletów hamburgerowych, serio, chyba pragnę zawału...), dopiłam resztkę coli (cukrzycy chyba też skrycie pragnę). Nie mam zbyt wiele rzeczy wokół siebie, które mogłyby mnie skusić i bardzo dobrze.

MiniCele na jutro:
1. zjem śniadanie.
2. pobiegam*
3. zrobię mydło.
4. zjem tylko jedną kolację.
5. wypiję chociaż 3 szklanki wody (potrafię żyć na jednej szklance herbaty cały dzień...)
6. nie zjem nic powszechnie uważanego za niezdrowe.

Tyle by tego było. Tak, wiem, że przy waszych maratonach i półmaratonach przebiegniętych w tym miesiącu te malutkie rzeczy są absurdalne i śmieszne. Ale wypełnienie tych 6 punktów to dla mnie na prawdę ogrom.

*dowiedziałam się jak nazywają się moje buty do biegania - Nike Air Skyraider 2! 

środa, 30 kwietnia 2014

Krótka złość na Bridget Jones

Czytam właśnie drugą część serii o Bridget Jones, czyli "W pogoni za rozumem". Jestem w połowie i nachodzi mnie taka myśl, że ta kobieta na prawdę powinna za rozumem biec, gonić, pościg urządzić wręcz. Przez pierwszą część "Dziennika..." każdy wpis zaczyna się od podania wagi (która oscyluje w granicach 57-62kg), to samo w drugiej części serii. Zastanawiam się, czy to faktycznie aż tak dużo. Wyobrażasz sobie Bridget jako kobietę trochę niższą ode mnie, może jakieś 164-162 cm, czyli waga o którą bohaterka tak płacze to waga, która jest jak najbardziej prawidłowa w jej wypadku. Przypomina mi się ponadto wpis, w którym absolutną tragedią staje się obwód uda wynoszący zawrotne 55cm.

Zaczęłam się przez to zastanawiać, czy nie stawiam sobie (oczywiście w odniesieni do książki) zbyt małych wymagać. Nie powinnam przecież chcieć być szczupła, tylko wręcz chuda? Zawsze mierzyć trochę wyżej? Czy jestem gruba podwójnie, bo chcę tylko średniej, a nie poniżej średniej?

To niby tylko książka, a bohaterka do najmądrzejszych nie należy. Ale zaczęłam się zastanawiać też zupełnie w drugą stronę – czy to, że mam wagę w górnej granicy zdrowego BMI, małą oponkę i boczki powinno obligować mnie do tego, żeby schudnąć? Czy może Gok Wan ma jednak rację, gdy nakłania kobiety do czucia się pięknymi i nie wspomina przy tym o odchudzaniu. Pomijam kwestie zdrowotne, rozważam te czysto estetyczne.

Myślę sobie, że popadamy w obsesję. I chyba przyznam rację Ewie Chodakowskiej, która kiedyś powiedziała, że przez ćwiczenia mamy się CZUĆ lepiej, a ciało to tylko skutek uboczny. Najpierw umysł.

I zastanawiam się też, choć może to głupie w nurcie dążenia do doskonałości – skoro cellulit ma 80% kobiet, to czemu uważa się go za brzydki? Czy nie jest on normą?


Wyszło chaotycznie, ale najzwyczajniej nie czuję się dobrze w środku. I może od naprawy środka zacząć się powinno.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

We wrześniu mam wesele siostry.
Nie mieszczę się w moje ulubione spódnice
Wyciągnęłam z szafy starą sukienkę i wyglądam w niej jak pasztet. Pasztet w panterkę.
I nadal nie daje mi to kopa. 
Chyba się poddałam.

Nadal chciałabym przebiec maraton, mieć super figurę i nosić te cudowne króciutkie topy dostępne w H&M. Ale wiecie jak to jest - dopóki człowiek się sam się w sobie nie zbierze, to nic go nie przekona.

Chciałabym, ale nie chce mi się. 

sobota, 15 lutego 2014

Jeszcze trochę i wracam

Przepraszam, że znikłam. Od miesiąca walczę z końcem semestru, zaliczeniami i sesją. Moi profesorowie przechodzą samych siebie. Zdało zbyt dużo osób? Zmień zasady zaliczenia przed pokazaniem wyników. Przecież zaliczenie 5 osobom ze 100 to akurat.

Jestem wykończona. Padnięta. Pozaliczałam wszystko, poza jednym przedmiotem, poprawka za tydzień. Zaliczę. A potem wracam do ćwiczeń.

Niestety teraz nie mam na nie czasu. Jeżeli mam dodatkową godzinę wygospodarowaną jakimś cudem to idę spać.

Ale wrócę! Jeszcze trochę ponad tydzień i wracam. I czekam na wiosnę. Nie mogę się już doczekać, kiedy wreszcie włożę swoje buty do biegania i potruchtam przed siebie. Może nawet pojadę pobiegać brzegiem morza? O ile plan pozwoli. Politechnika wybrała za mnie codzienne laborki +dwa dni siedzenia do 20.

Koniec narzekania i gadania! Trzymam za was kciuki, podejmuję ostatnie wysiłki i do walki!

niedziela, 19 stycznia 2014

Co ma cukier do bólu głowy?

Dzień dobry!

Przychodzę do Was z pytaniem - czy cukier ma jakiś wpływ na ból głowy? Wujek Google milczy, a praktyka wskazuje, że jakiś związek mieć musi. Zauważyłam już jakiś czas temu, bo, ponad 2 lata temu, że po zjedzeniu większej ilości słodkiego boli mnie niesamowicie głowa, momentami wręcz migrenowo, ból wchodzi aż na gałkę oczną lub szczękę. Analizowałam to i raz nawet upodliłam się celowo - wychodzi na to, że coś się w moim organizmie robi nie tak po zjedzeniu cukru jako takiego - czekolady, batonów, kremu czekoladowego grubo na kanapce, a nawet herbatników. Dziś dopadło mnie po SunBites - dramat jakiś. Bo owocach, makaronach, jogurtach ani niczym innym mnie nie łapie (no, poza momenatmi, gdy siedzę u kogoś, kto dopuszcza tylko temperatury miliarda stopni we wnętrzach). Nie, żebym jakoś strasznie cierpiała, bo wolę słone przekąski, ale nie chcę cierpieć po zjedzeniu batona. Dlatego pytam Was - czy mój ból głowy może mieć coś wspólnego ze skokami cukru we krwi? Może któraś z Was się już z tym spotkała, może wiecie, jakie robić badania, lub macie inne pomysły? A może Wy też tak macie? Dodam, że po kawie (takiej z kofeiną) ból też męczy, a ciśnienie mam raczej stałe i to z gatunku tych niskich.


Pomijając to, że cierpię strasznie, a w domu etopiryny brak, to zdaję raport.

Sytuacja ma się tak, że moja faza na ryby trwa nadal. Jeżeli mogłabym je jeść po 3 kilo dziennie - ok! nie ma problemu! Toteż moje śniadanie składa się z kanapek z paprykarzem i pomidorem (potem zagryzionych jeszcze jednym pomidorem i gruszką), do tego kawa Inka - tęskniłam za nią tak bardzo. Sprawdziłam nawet, czy paprykarz jest bardzo zły. Okazuje się, że mój ma 40% ryby, a tym 20% łososia (rozpusta!), do tego olej, ryż, warzywa i paprykę w proszku. I tyle! Żadnych E ani glutaminianów, pozytywnie się zaskoczyłam.


Zrobiłam sobie dziś także mały posiłek radości - spaghetti razowe z cukinią, suszonymi pomidorami, czosnkiem i chilli w płatkach. Posypałam całym jednym plastrem sera - rozpieszczam się :P W tym spaghetti najcudowniejsze jest to, że rewelacyjnie smakuje na ciepło jak i na zimno, czasem dorzucam do niego kurczaka i zabieram w pojemniku na uczelnię. A że z czosnkiem? Ktoś, kto ustawił mi wykład na 7 rano nie zasługuje na to, bym na nim pachniała :)


Cały przepis pochodzi z programu "Rewolucja na talerzu" z odcinka o luchboxie. Moja wersja oczywiście jest skrócona, bo ani do skórki z cytryny, ani do tymianku do końca przekonana nie jestem. Źródło oraz inne przepisy z odcinka tutaj: ŹRÓDŁO

Sałatka makaronowa z cukinią 
150 g makaronu pełnoziarnistego
1/2 cukinii
1 szalotka
4 suszone pomidory
4 gałązki tymianku
1 ząbek czosnku
1 suszona papryczka chilli
50 g orzeszków pinii
skórka z 1 cytryny
2 łyżki startego parmezanu
2 łyżki oliwy
sól i pieprz
 
Cukinię pokrój w pół-talarki. Szalotkę drobno posiekaj. Suszone pomidory pokrój na małe kawałki. Niezbyt mocno rozgrzej na patelni oliwę, tak aby się nie paliła i nie dymiła. Wrzuć do niej obrany i lekko zgnieciony ząbek czosnku oraz chilli (ogonek chili odkrój delikatnie, tak aby nie wyleciały z niej pestki). Podsmażaj je na wolnym ogniu przez około 3 minuty aż czosnek zbrązowieje a oliwa przejdzie smakiem czosnku i chilli. Następnie wyjmij z oliwy czosnek oraz chilli i wyrzuć. Zwiększ płomień pod patelnią, wrzuć na oliwę cukinię i podsmażaj przez chwilę. Dodaj posiekaną szalotkę, listki tymianku, skórkę z cytryny oraz suszone pomidory, posól i popierz. Podsmażaj przez około 10 minut.

W międzyczasie w osolonej wodzie ugotuj makaron - koniecznie al’dente. Upraż na suchej patelni orzeszki pinii. Odcedzony makaron dodaj do usmażonej cukinii, całość posyp startym parmezanem, uprażonymi orzeszkami pinii i wymieszaj. Odstaw do całkowitego przestudzenia. Przed podaniem posyp listkami tymianku, skórką z cytryny i parmezanem.

Jeżeli któraś ma pomysł na to, co mi dolega - proszę napiszcie w komentarzach.  A w wolnej chwili wypróbujcie przepis w wersji oryginalnej!

Waga: 65,8kg

sobota, 18 stycznia 2014

Sukcesy - o spaniu, rozciąganiu i chudnięciu słów kilka

Dzień pod hasłem SUKCES!

Schudłam 3,2 kg! Czyli z 68 na 64,8kg :) Mam z tego niesamowitą radochę, bo nawet mój luby przyznał, że jakiś bardziej płaski brzuch mam :) Tyle radości w jednym prostym stwierdzeniu :)

Wczoraj trochę zawaliłam z jedzeniem - wypiłam chyba półtorej szklanki coli, ale na prawdę zrobiło mi się po tym lepiej - powinnam chyba jeść więcej węglowodanów, bo chodzę senna jak niedźwiedź wybudzony w środku zimy.

Muszę się także porządnie wziąć za ćwiczenia, ale na tym gruncie również tragedii nie ma - rozciągam się 2 razy dziennie - po wstaniu i przed snem. Zawsze do zestawu wchodzą ćwiczenia na kręgosłup które pokazała Bluzesweatpants jakiś czas temu, do tego głównie rozciągam nogi - mam taki zastój, że jeszcze 2 tygodnie temu bolało mnie wszystko przy siadzie prostym w momencie gdy prostowałam plecy. Brrr... Staram się także do wieczornego zestawu dorzucać wszelakie pompki (przy komodzie), różne brzuszki, przysiady i nawet pokraczną wersję burpees :)

Lisie Piekło w filmiku o postanowieniach noworocznych (http://www.youtube.com/watch?v=qBFGwiWuKm0&feature=c4-overview&list=UUt2IsCngTU-0P9eXUC0Rg7g) mówiła o tym, co przedsięwziąć, żeby wszystko doszło do skutku. Wzięłam to sobie do serca (patrz - rozciąganie) i postanowiłam spać na boku lub plecach (wiem, brzmi absurdalnie). Budziłam się co rano z potwornym bólem jak to nie barków, to odcinka lędźwiowego, a potem przynajmniej do 9 (a wstaję o 6) skamlałam, jak to mnie boli. Czemu? Bo śpię w jakiejś absurdalnej pozycji - na brzuchu, jedna ręka ugięta z dłonią pod twarzą, druga nad głową wyprostowana do góry, jedna noga prosta, druga maksymalnie zgięta i podciągnięta pod brzuch. Taka trochę atomówka, ale spróbujcie same - to nie może być zdrowe dla pleców. Toteż staram się spać na boku (wychodzi!), a mój luby pieje z zachwytów, bo się nie rozpycham. Aż tak bardzo.

Wracając jeszcze do filmiku - na prawdę, obejrzyjcie. Dzięki Lisowi zaczęłam nawet robić porządnym demakijaż. Taki z mleczkiem, wacikiem etc. Nie wiem, jak do tej pory radziłam sobie samym mydłem, serio...

I ostatni sukces - kończę aktualnie III semestr studiów i zdałam sobie sprawę z tego, że opuściłam jedynie 8 godzin zajęć w tym semestrze - basen bo zepsułam sobie bark śpiąc (patrz wyżej, to możliwe), potem byłam chora. Pozostałe 4 to już chęć zrobienia przyjemności mamie i wcześniejszego powrotu do domu. Postanowiłam, dokonałam! I nikt mi w to nie wierzy...

Dziękuję Wam dziewczyny za wsparcie - niby takie tam komentarze, ale zawsze czuję się po nich lepiej :))

Waga: 64,8kg 

sobota, 11 stycznia 2014

Pierwsze postępy + jak było, a jak jest

Waga pokazała dziś rano pierwsze postępy! Schudłam równiutkie 2 kilogramy. Rozumiem, że to niewiele, ale psychicznie czuję się znacznie lepiej, widząc 66kg zamiast 68kg. Mimo, że to praktycznie jedynie utrata wody i ponoć nie ma się z czego cieszyć, to jednak ja mam od razu lepszy humor z rana. Czemu? Bo do 66kg byłam przyzwyczajona, waga skakała mi do nich po wieczornym obżarstwie pizzą albo frytkami. Taki powrót na stare śmieci :)

Mam też bardziej płaski brzuch, bo zwyczajnie zmieniłam dietę. Mam teraz pewność, że nawet jeśli zjem coś w trakcie bycia na uczelni, to wybiorę coś zdrowego, a tym samym moja koszula nie zacznie się ciągnąć z przodu na guzikach. Znowu - zwyczajne poczucie komfortu :)

Jeśli chodzi o dietę - teraz jem tak:


Powyżej: pełnoziarniste pancakes z prażonymi jabłkami do szarlotki, które zamieniam na dżem, słony twaróg (wtedy placuszków nie słodzę) lub miód. Z tego przepisu: http://relishmeals.blogspot.de/2013/10/469-saturday-pancakes-czyli-jak-zaczynac.html


Powyżej: sałatka z pomidorem i kurczakiem, do tego babeczki ryżowe z tego przepisu: http://aktywniepozdrowie.pl/sniadania-na-wynos/styczen/tydzien-3/668-pitek (o tej stronie napiszę innym razem, polecam przejrzeć ją jednak już teraz - miliony zdrowych prostych przepisów na dania na wynos!)

Te babeczki to rewolucja w mojej kuchni. Biorę je na wynos na uczelnię, zjadam jako przekąskę lub jako dodatek do obiadu czy kolacji. Robię około 6-7 sztuk, wkładam do lodówki i mam z głowy gotowanie ryżu na 2-3 dni. Babeczki składają się z ryżu gotowanego w curry, fasoli, szynki, cebuli i jajka i są po prostu przepyszne. Na zdjęciu posypałam je dodatkowo suchym serem z Biedronki (jak dla mnie genialny wynalazek, mała porcja, starty, wystarczy otworzyć. W dodatku w składzie sam ser!).


Powyżej: kurczak w ostrej i słodkiej papryce, ryż gotowany w curry, ostrej papryce i lubczyku (musicie spróbować!) i brokuły.


I przechodzimy do tego jak było... 


Powyżej: Karkówka marynowana w oleju, keczupie, czosnku i ziołach, następnie pieczona, do tego frytki. Tak, dobrze widzicie, frytek jest po brzeg talerza, ledwo je na nim zmieściłam. Sama tyle jadłam jeszcze w starym roku. Ta porcja akurat została zrobiona równolegle z kurczaczkiem z brokułami z wyższego zdjęcia i została pochłonięta przez mojego lubego.


Staram się wrzucać warzywa gdzie mogę, nie pogardziłam jednak wczoraj własnoręcznie zrobioną lazanią. Wtarłam do niej marchewkę i pietruszkę i choć pachniała niesamowicie i aż wyszła z brytfanki, to zjadłam jedynie 1/3 porcji, którą zwykłam jadać (albo się nią przejadać). Nie uważam, że powinnam mieć wyrzuty sumienia - lazania nigdy dla mnie grzechem nie będzie, bo robię ją z chudego mięsa, warzyw i olbrzymiej ilości pomidorów, w dodatku staram się nie przesadzać z serem na wierzchu.

Notorycznie zapominam też się zmierzyć. Zawsze przychodzi mi to na myśl w środku dnia, gdzie mierzenie obwodu brzucha, czy talii w moim mniemaniu nie ma sensu. Postaram się jednak jutro rano pamiętać o tym :)

Waga: 66kg. 

sobota, 4 stycznia 2014

Zdrowotny bum! w telewizji, czyli jakie programy warto obejrzeć? (cz.1)

Jestem maniakiem zdrowego odżywiania! Z fanatyzmem pochłaniam wszelakie programy typu "Wiem co jem, wiem co kupuję", "Fat killers" (który mnie zawiódł niesamowicie) i podobne. Przerobiłam "Agentkę do zadań specjalnych" oraz "Cofnij zegar". O ile programy o produktach, skierowane do konsumentów, są bardzo rzeczowe i zrobione na prawdę rewelacyjnie, o tyle zdecydowana większość programów o odchudzaniu sięga dna - uczestnik ma powiedziane co ma jeść, potem szybka metamorfoza, żeby poczuł się dobrze ze swoim grubym ciałem no i... tyle. Nie ma efektów diety i śmiem twierdzić, że ich nie będzie - żyję w przekonaniu, że jeżeli poczuję się rewelacyjnie w swoim obecnym ciele, to nie będę miała ochoty nic w nim zmienić.

Co więc, według mnie, warto obejrzeć?


"Niezwykli ludzie. Zagadka otyłości" czyli odcinek 4 (ten dotyczy tematu, inne też są świetne)
http://tvnplayer.pl/programy-online/niezwykli-ludzie-odcinki,1300/odcinek-4,zagadka-otylosci,S00E04,20762.html

Program, który w ostatnich dniach zburzył moje postrzeganie otyłości. Okazuje się, że faktycznie można przytyć jedząc 1400kcal dziennie (ah te hormony!), oraz że w organizmie osoby otyłej zalega nawet do 15kg jedzenia! Dodatkowo szczegółowo opisano przebieg operacji zmniejszenia żołądka oraz różnice w poruszaniu się osoby otyłej i szczupłej. Na koniec ciekawostka - zapaśnicy sumo i to, że mają tłuszcz gdzie indziej, niż my.


"Cała prawda o jedzeniu" 
http://tvnplayer.pl/programy-online/cala-prawda-o-jedzeniu-odcinki,1469/

Troje młodych ludzi i dużo ciekawości - wiszą na infoliniach producentów żywności, zadają niewygodne pytania, robią nawet badania genetyczne, by zobaczyć, z jakiego mięsa są zakupione kebaby (konia nie znaleziono, uff...). Podróżują po całym świecie w poszukiwaniu odpowiedzi na niektóre pytania, wszystko wyłożone jest jasno i na temat. Czego można się przyczepić? To, co u nich jest ogólnodostępne jak np. ostrygi, u nas w Polsce jest albo ciężkie do dostania, albo drogie.


"Pokolenia fast foodów"
http://tvnplayer.pl/programy-online/pokolenie-fast-foodow,3991.html

Program, który obejrzałam już jakiś czas temu, niedługo znów będzie dostępny do obejrzenia. Poruszana jest tu niezwykle drażliwa kwestia - otyłe dzieci. Ekspert od zdrowego żywienia postanawia odwiedzić 3 rodziny, docieka, czemu dieta najmłodszych domowników wygląda tak, a nie inaczej. To tylko 3 rodziny, ale niestety daje to ogólny obraz większości amerykańskich rodzin.

więcej niedługo. 

piątek, 3 stycznia 2014

Zdrowy gorący kubek oraz dzień pierwszy.

Moją kulinarną miłością od dawien dawna pozostaje Nigella Lawson. Jej kuchnia jest niesamowicie tłusta, nawet na moje standardy, nauczyłam się jednak modyfikować większość przepisów tak, by moje enzymy trawienne nie dostały szału i się nie zbuntowały. W którymś odcinku któregoś programu (za dużo ich było, nie spamiętam) Nigella gotowała swoim dzieciom zupę z zielonego groszku (wystarczy wygooglować „zupa bagienna Nigelli”). Dzięki temu przepisowi nauczyłam się tolerować groszek, a dzięki innym, w tym na risotto, po prostu go pokochałam. Dziś gotuję tą zupę nieco inaczej, niż w oryginalnym przepisie, zajmuje to dosłownie kwadrans, pachnie niesamowicie i wprowadza w nieco lepszy nastrój po ciężkim dniu. No i w końcu warzywne kremy to samo zdrowie!

Zielona zupa krem z groszku

Prażona cebulka (lub mała cebula pokrojona w kostkę i przesmażona)
Suszona mieszanka warzywna
Puszka zielonego groszku
Woda, sól, pieprz
Ser

Zagotowujemy w około 2-3 szklankach wody cebulkę i 2 płaskie łyżki suszonych warzyw. Gdy zmiękną, dorzucany odcedzony groszek i gotujemy, aż stanie się mięciutki. Miksujemy na gładką masę, doprawiamy solą i pieprzem. Z takiej porcji wychodzą 2 kubki zielonej zupy.

Wersja kaloryczna: po zmiksowaniu w zupie można rozpuścić ser typu camembert, mozarellę, ser topiony lub zwykły ser żółty oraz podać z grzankami.

Wersja bardziej fit: posypujemy na wierzchu parmezanem lub innym suchym aromatycznym serem, lub zupełnie pomijamy ser (ale po co pozbawiać się wszystkiego, co lubimy?)

Oczywiście zamiast cebulki i warzyw można użyć rosołu, bulionu, a nawet kostki rosołowej (fuj!). Wszystko zależy od tego, co akurat mamy pod ręką. Pomysł na mój zestaw wziął się od pani Kasi Bosackiej, która w jednym z odcinków „Wiem co jem, wiem co kupuję” przyrządziła własne „warzywko” z suszonych warzyw, lubczyka, kurkumy, prażonej cebulki i soli.


Oczywiście zaraz po tym, jak zjadłam kubek mojej pysznej zupki, mój luby poprosił mnie, bym skoczyła mu do sklepu po frytki. Poszłam. A potem wlazłam z kilogramową torbą na czwarte piętro – od dziś nie używam windy. W tym momencie nienawidzę tych frytek za to, że musiałam je nieść.


Waga: 68kg